sobota, 1 marca 2008

Z rozmyślań przy lunchu ;)

Chyba każdy kraj ma swoją wersję zupy z soczewicy. Czy to hiszpańska lentajas, hinduski dal, czy nawet jakieś słowackie wariacje - zupy są zupełnie inne (zresztą i sama soczewica jest inna; do naszych europejskich pasuje bardziej zielona, ale już na wschód czy południe pojawiają się inne kolory).

U mnie dziś padło na grecką fakes - ze względu na ciut bardziej "swojski" smak :)

Składniki:
- 250 g zielonej soczewicy(akurat miałem jedynie czerwoną)
- 250 g dojrzałych pomidorów lub puszka pomidorów bez skórki
- 1/2 szklanki oliwy
- 1 marchewka pokrojona w kostkę
- 2 cebule pokrojone w kostkę
- 2 utarte ząbki czosnku
- łyżka koncentratu pomidorowego
- listek laurowy
- sól
- pieprz
- oregano
- 2 łyżki czerwonego octu winnego

Sposób przyrządzania:

Na rozgrzanej oliwie w garnku chwilę przesmażyć pokrojoną w kostkę cebulę i utarty czosnek. Dodać marchew, listek laurowy i opłukaną soczewicę. Zalać zimną wodą (ok.1 l) i gotować pół godziny, aż zmięknie. Dodać posiekane pomidory bez skórki, koncentrat, sól, pieprz i oregano, gotować dalsze 15 minut.


Zupa wyszła wybitnie dobra :)

środa, 20 lutego 2008

Z rozmyślań w folderze "Spam"

A penis is a terrible thing to waste

Niezwykle głębokie...

Mówili mi pojedź, pojedź i zobacz...

..czyli szybkie cofnięcie w czasie. Najpierw do 2006 roku, kiedy K. dość intensywnie szukała pracy w Irlandii (a w związku z czym, juz nieco mniej intensywnie, szukałem jej i ja). Gdzieś tam otarłem się o rozmowy z Google - skończyło się na kilku rozmowach telefonicznych i zaproszeniu do Dublina, którego niestety nie mogłem wykorzystać - w związku z czym sprawa umarła.

Jak się okazało - nie do końca. Gdzieś w lipcu znalazłem w skrzynce znajome 'Hello from Google' i zaproszenie do kontynuacji rekrutacji. Trzymając się terminologii z 'Ojca Chrzestnego', dostałem "propozycję nie do odrzucenia" więc po krótkich ustaleniach na temat dat dostałem informację o lotach, hotelu, przebiegu rekrutacji i całej stercie rzeczy związanych ze zwrotem kosztów wyjazdu.

Fast forward do września - SkyEurope do Dublina, bus do hotelu i .. półtora dnia nieróbstwa. Mimo Irlandii będącej drugą Polską (na każdym kroku widać, łącznie z gościem pokazującym mi wizytówkę polskiej lekarki gdzieś na O'Connor Road) lotów nie ma aż tak wiele i najsensowniejszym połączeniem okazało się być Sky Europe właśnie - co dawało mi wspomniane półtora dnia na zwiedzanie i spotkania ze znajomymi.

Wreszcie nastała godzina G. i spacer do siedziby Google w Barrow House. Ciekawa rzecz - bo z jednej strony tuż za rogiem rustykalny niemal (no dobrze, podmiejski) ciąg szeregówki - a zaraz obok nowoczesny biurowiec. Tam szybka wizyta na recepcji, podpisanie NDA (to co zobaczę jest oczywiście tajne/poufne) i chwila oczekiwania na moją rekruterkę, Teresę. Oczywiście już na recepcji widać 'zbytek' - fotel do masażu, lodówkę z napojami (a także ochroniarzy w koszulkach Google z ..gwiazdą szeryfa w miejsce O).


Wreszcie pojawia się sympatyczna (i młoda, jak większość ludzi tutaj) Teresa i zabiera mnie na krótki spacer po biurze. Oczywiście piłkarzyki czy stół do shufflepuck?- jak to przetłumaczyć, spore biurka i w miarę przestronne openspacowe biuro (z większością krzesełek na piętrze udekorowanych koszulkami Google Checkout) no i oczywiście kuchnia - zaopatrzona jak przyzwoita kafejka (mnóstwo przegryzek, ekspresy do kawy i wybór syropów). W końcu lądujemy w małej salce konferencyjnej i szybki briefing - czekają mnie teraz cztery rozmowy; właściwie każda w cztery oczy tyle że dwie ostatnie... przez wideokonferencję.

Jako pierwszy - Dominik (moje domysły co do jego narodowości są akurat niesłuszne - owszem, Słowianin, ale ze.. Słowenii). I pytania - najpierw o listy schodzące się gdzieś tam w środku (i jak do tego dojść), potem o wykrywanie butelki zatrutego wina. Ciężka sprawa - trzeba mocno się namyśleć (aczkolwiek koledzy rekruterzy podpowiadają, jeśli się zatniesz) - do tego część rozwiązań po wymyśleniu trzeba jeszcze zakodować

(cdn...)

poniedziałek, 21 stycznia 2008

no i wykrakałem

Hydra nie śpi, hydra jest zaawansowana technologicznie:

http://www.pit.pl/ostatnie_zmiany_podatki_w_internecie_2690.php


Każdy polski posiadacz rachunku w PayPal ma obowiązek zgłosić fakt otwarcia tego rachunku w NBP. Totalitaryzm pieprzony, wara im od tego. Całe szczęście że jako osoba fizyczna powinienem jedynie zgłosić (a takiego wała!) fakt posiadania rachunku. Przedsiębiorca musi czasem dostarczać..pełne zestawienie czy też bilans transakcji.

Pythonowska utopia "opodatkujmy wszystkich cudzoziemców mieszkających za granicą" jest coraz bliżej. Nie ma co, jak na rzekomo najbardziej przygnębiający dzień roku - całkiem nieźle (paranoja NBP-owska, giełda -7%, paranoja pracowa).

Hydra nienasycona

Nie wiem do końca, co tą hydrą jest. Ale jeśli Live at Slane Castle Red Hotów (a co - jest zima i trzeba wspomnieć jak to było w Chorzowie*) kosztuje w Merlinie 86 zł, w stereo.pl 79 zł (mówimy tu o cenie bez kosztów wysyłki), a tą samą płytę zamówiłem w brytyjskim, wcale nie najtańszym Amazonie za 8.5 GBP + 3.5 przesyłka do Polski (co czyni niecałe 6 dych) to gdzieś niestety hydra zęby szczerzy. Być może na allegro.pl byłoby taniej, ale niecierpliwy byłem. Paczka pojutrze będzie w domu (kolejne zaskoczenie, bo wysłali kurierem). Swoją drogą takie np. książki opłaca się jednak zamawiać w Stanach - 4 USD za paczkę + 4 USD za książkę (jeśli komuś czas oczekiwania niestraszny).

*) było OK, aczkolwiek bez euforii. Opieprzali się chłopcy trochę

poniedziałek, 26 listopada 2007

Beige is a new black

Murzynek Bambo już się nie boi że się wybieli. Wręcz przeciwnie - jasny Murzyn lepszy Murzyn. A w skrócie chodzi o "koloryzm" - czyli taki rasizm niższego stopnia. W Stanach kremy rozjaśniające cerę święcą sukcesy, bramkarze w klubach dla czarnych mają wpuszczać właśnie tych o bledszej karnacji.

Jak się okazuje, w sprawę wmieszała się policja- CNN podaje, że w Wielkiej Brytanii przeprowadzono kilka nalotów na salony piękności sprzedające nielegalne mydło (nie chodzi, rzecz jasna, o żadne utrudnianie wybielania) - mydełko czy też kremy zawierają po prostu jakieś rzekomo rakotwórcze substancje.

My chodzimy na solarium - a Murzyni i Hindusi? Rozjaśniają się!. I reklamuje to nawet megagwiazda Bollywoodu czyli Shakrukh Khan:

środa, 14 listopada 2007

Perwersje

..czyli tort kurczakowo-szpinakowy. Jakos tak wyszlo z tego, co bylo pod reka. No to po kolei:
  • piersi z kurczaka - tak z pol kilo. Rozbic, posolic, usmazyc.
  • Paczka mrozonego szpinaku - rozmrozic. Poddusic ma masle z czosnkiem. Dodac galke muszkatolowa, bialy pieprz i sol.
  • Dolozyc do tego 250 g ricotty - lub serka smietankowego.
  • Zrobic beszamel - tak ze szklanki mleka, lyzki masla i lyzki maki
  • Naczynie zaroodporne wysmarowac maslem. Na spod - kilka platow lasagne i polowa beszamelu. Dalej - polowa szpinaku, potem kurczak, znowu szpinak, znowu lasagne i znowu beszamel.
  • Na wierzch tarty ser - moze byc mozzarella, gruyere albo co kto lubi. No i jeszcze posypka z tartego parmezanu
  • To wszystko do piekarnika na jakies 180-200 stopni. Na jakies pol godziny - albo az sie ladnie zrumieni.
Dodatki? Chyba jakis makaron (ale co z ta lasagne?). Najlepsza bylaby po prostu jakas salatka.