Na etykietce jak byk "Masło extra", 82% tłuszczu - a jednak powinno się to nazywać I can't believe this is butter! Dla informacji producent - jakaś tam firma z Warlubia.
poniedziałek, 30 listopada 2009
Armaty zamiast masła
Wczoraj mnie dopadło. Pilnuję zwykle tego co kupuję - patrzę na etykietkę - czy to aby na pewno masło, sprawdzam, sztorcuję żonę. Ale wczoraj i tak się naciąłem. Wieczorna jajecznica więc topimy masło - i co? I smród margaryny (no nie da się tego pomylić jeśli macie węch).
sobota, 28 listopada 2009
Jeśli chcecie wizualizację...
NYT coś wymyśli. Tym razem dziękczynienie, a na tapecie serwisy kulinarne. Odrobina magii, i można zobaczyć, że Midwest zajada się ciastem z pekanami - a wschodnie i zachodnie wybrzeża wolą szarlotkę; widać też że wszelkiego typu potrawy z kukurydzy jakoś znacznie popularniejsze są na terenach bylej Konfederacji.
Bardzo chcialbym zobaczyć coś takiego dla Polski - nagle okazaloby się, że śledź po kaszubsku uwielbiany jest na Śląsku, kluski śląskie w Wielkopolsce, a milośnicy paprykarza szczecińskiego mieszkają w Bieszczadach (no to ostatnie nie wymaga data miningu - paprykarz trąci desperacją i jakoś tak kojarzy mi się z ucieczką na koniec Polski czy też chowaniem się przed miśkami na poloninie).
wtorek, 3 lutego 2009
Inwigilacja...
tym razem z przymrużeniem oka (ale na poważnie - też będzie).
Zawsze fascynowały mnie różnego rodzaju wizualizacje - lotów FedExu,
A ostatnio - Superbowl. Futbol amerykański w Polsce jest niedoceniany - a szkoda; warto zobaczyć np. wygrywające zagranie Santonio Holmesa (na 40 sek. przed końcem gry złapał piłkę i rymnął jak długi - specjalnie właśnie jak długi, bo żeby podanie było ważne trzeba dotykać ziemi obydwoma stopami - jemu się to udało). Długo by pisać o sporcie - ale zdecydowanie nie jest prymitywny (a do tego idą za nim największe pieniądze).
W Stanach Superbowl to jedno z 2 największych wydarzeń roku (choć mam wrażenie, że NCAA March Madness czyli finały koszykówki uniwersyteckiej mogą być jednak popularniejsze - przynajmniej patrząc na wszechobecne "drabinki" z rozstawieniami). Zresztą z moich doświadczeń z Teksasu wynik niedzielnego meczu Cowboys był chyba głównym tematem watercooler talk. Podobnie z reklamami - w tym roku wprawdzie marne (z wyjątkiem PETA, która jednak nie została wyemitowana ze względów, khem, moralnych*), ale przeważnie mówi się o nich tyle, co o samym meczu.
Ale ad rem. NY Times skorzystał z danych Twittera i zebrał opisy ludzi z całych Stanów podczas meczu, a potem.. zmajstrował z nich wizualizację. Można zobaczyć które miasta komu kibicują, jak zmieniają się nastroje czy wreszcie które reklamy były emitowane - i jaka była na nie reakcja. Dla mnie bomba - warto np. zobaczyć jak nazwisko Larry'ego Fitzgeralda - skrzydłowego ptaszków i jednej z ich największych gwiazd - zdominowało twittery w momencie, kiedy zdobywał najpierw jedno, a potem drugie przyłożenie. Zastanawiam się tylko, która reklama dostała chóralne 'LMAO'?
http://www.nytimes.com/interactive/2009/02/02/sports/20090202_superbowl_twitter.html
*) Nie rozumiem, o co chodzi. Przechodzą reklamy Victoria's Secret - ale nie podobnie ubranych pań, które zmysłowo pocierają się brokułem bądź oblizują dynię. Wegetarianie są zdecydowanie dyskryminowani - wg mnie reklama mniam :)
Zawsze fascynowały mnie różnego rodzaju wizualizacje - lotów FedExu,
A ostatnio - Superbowl. Futbol amerykański w Polsce jest niedoceniany - a szkoda; warto zobaczyć np. wygrywające zagranie Santonio Holmesa (na 40 sek. przed końcem gry złapał piłkę i rymnął jak długi - specjalnie właśnie jak długi, bo żeby podanie było ważne trzeba dotykać ziemi obydwoma stopami - jemu się to udało). Długo by pisać o sporcie - ale zdecydowanie nie jest prymitywny (a do tego idą za nim największe pieniądze).
W Stanach Superbowl to jedno z 2 największych wydarzeń roku (choć mam wrażenie, że NCAA March Madness czyli finały koszykówki uniwersyteckiej mogą być jednak popularniejsze - przynajmniej patrząc na wszechobecne "drabinki" z rozstawieniami). Zresztą z moich doświadczeń z Teksasu wynik niedzielnego meczu Cowboys był chyba głównym tematem watercooler talk. Podobnie z reklamami - w tym roku wprawdzie marne (z wyjątkiem PETA, która jednak nie została wyemitowana ze względów, khem, moralnych*), ale przeważnie mówi się o nich tyle, co o samym meczu.
Ale ad rem. NY Times skorzystał z danych Twittera i zebrał opisy ludzi z całych Stanów podczas meczu, a potem.. zmajstrował z nich wizualizację. Można zobaczyć które miasta komu kibicują, jak zmieniają się nastroje czy wreszcie które reklamy były emitowane - i jaka była na nie reakcja. Dla mnie bomba - warto np. zobaczyć jak nazwisko Larry'ego Fitzgeralda - skrzydłowego ptaszków i jednej z ich największych gwiazd - zdominowało twittery w momencie, kiedy zdobywał najpierw jedno, a potem drugie przyłożenie. Zastanawiam się tylko, która reklama dostała chóralne 'LMAO'?
http://www.nytimes.com/interactive/2009/02/02/sports/20090202_superbowl_twitter.html
*) Nie rozumiem, o co chodzi. Przechodzą reklamy Victoria's Secret - ale nie podobnie ubranych pań, które zmysłowo pocierają się brokułem bądź oblizują dynię. Wegetarianie są zdecydowanie dyskryminowani - wg mnie reklama mniam :)
niedziela, 21 grudnia 2008
PiSlogika
Polityka mnie przewaznie nie interesuje, ale czasem az cos wrzuce, kiedy jeden z drugim tuman cos napisze:
PiS: Przez światła giną piesi
Koronny argument polityków PiS brzmi: obowiązkowa jazda na światłach nie poprawiła bezpieczeństwa na drogach. Posłowie powołują się na dane Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego. Wynika z nich, że w zeszłym roku, mimo obowiązku jazdy na światłach przez cały czas, wydarzyło się o ponad 2,5 tys. wypadków więcej niż w 2006 r. Więcej też było ofiar. Dwa lata temu na drogach zginęły 5243 osoby, a rok temu - 5583 osób.
- Są informacje, że wiele osób zostało potrąconych na przejściach dla pieszych, ponieważ kierowców oślepiało światło pojazdu jadącego z przeciwka i nie widzieli pieszych - mówi posłanka PiS Gabriela Masłowska, jedna z inicjatorek zlikwidowania obowiązku używania świateł także latem.
Jakim cudem można oślepić kierowcę jadącego z naprzeciwka W DZIEŃ? Bo światłami mijania nieszczególnie. Najprędzej to chyba puścić gościowi zajączka w oczy. Wg pisologiki powinniśmy zabronić jazdy na światłach w nocy - bo w dzień światłami chyba mnie jeszcze nikt nie oślepił - a w nocy, i owszem.
PiS: Przez światła giną piesi
Koronny argument polityków PiS brzmi: obowiązkowa jazda na światłach nie poprawiła bezpieczeństwa na drogach. Posłowie powołują się na dane Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego. Wynika z nich, że w zeszłym roku, mimo obowiązku jazdy na światłach przez cały czas, wydarzyło się o ponad 2,5 tys. wypadków więcej niż w 2006 r. Więcej też było ofiar. Dwa lata temu na drogach zginęły 5243 osoby, a rok temu - 5583 osób.
- Są informacje, że wiele osób zostało potrąconych na przejściach dla pieszych, ponieważ kierowców oślepiało światło pojazdu jadącego z przeciwka i nie widzieli pieszych - mówi posłanka PiS Gabriela Masłowska, jedna z inicjatorek zlikwidowania obowiązku używania świateł także latem.
Jakim cudem można oślepić kierowcę jadącego z naprzeciwka W DZIEŃ? Bo światłami mijania nieszczególnie. Najprędzej to chyba puścić gościowi zajączka w oczy. Wg pisologiki powinniśmy zabronić jazdy na światłach w nocy - bo w dzień światłami chyba mnie jeszcze nikt nie oślepił - a w nocy, i owszem.
czwartek, 4 grudnia 2008
Ukochany kraj
Lepiej mi było za granicę nie jeździć - a przynajmniej nic tam nie kupować. Wychodzi na to, że najlepszym sprzedawcą będzie ten z Allegro, bo renomowane sklepy pasjami lecą w kulki.
A w skrócie - z braku czasu wymieniłem trochę wylatanych mil na bony do Merlina. A że zebrało się pare rzeczy dla żony, Małego no i mnie - a do tego Mikołaj za pasem, urodziny i te sprawy zebrało się trochę. No to zamawiamy - darmowa wysyłka od 150 zł, ja w koszyku mam rzeczy za ponad 200 zł. Wydaje się proste? A, nie. Bo oto strona koszyka wita mnie radosnym:
Towary, które wybrałeś znajdują się w różnych magazynach, dlatego rozdzieliliśmy je na osobne zamówienia. Szczegóły
Dodaje przy tym, że w związku z tym zamiast zero złotych, wysyłka wyjdzie złotych..piętnaście. bo akurat jedno zamówienie łapie się na 50% zniżki - a drugie jest pełnopłatne.
Halo, halo - drodzy Państwo z Merlina! Klienta nie obchodzi (bo i nie powinno) czy swoje magazyny macie w Mozambiku, czy też pięć metrów od siebie. Nie interesuje mnie, że w innym magazynie są zabawki, w innym elektronika, a w jeszcze innym książki. Proszę mi pokazać inny sklep (ok, w Polsce wszystko jest możliwe), który stosuje taki model dostawy.
Z drugiej strony - mogło być gorzej. Mam w koszyku 6 przedmiotów - każą mi płacić tylko dwa razy - a mogliby rozdzielić na cztery magazyny i kazać sobie dziękować, że nie na sześć. No cóż, gdyby nie absurdalne koszty wysyłki do Polski, pewnie nie byłoby kompletnie żadnych przesłanek korzystania z badziewnych polskich sklepów. Do tego zachodni wydawcy wydają w jednym tomie - a nie rozdzielają polskiego wydania na trzy. No i, last but not least, nie muszę się wkurzać na tłumacza.
A w skrócie - z braku czasu wymieniłem trochę wylatanych mil na bony do Merlina. A że zebrało się pare rzeczy dla żony, Małego no i mnie - a do tego Mikołaj za pasem, urodziny i te sprawy zebrało się trochę. No to zamawiamy - darmowa wysyłka od 150 zł, ja w koszyku mam rzeczy za ponad 200 zł. Wydaje się proste? A, nie. Bo oto strona koszyka wita mnie radosnym:
Towary, które wybrałeś znajdują się w różnych magazynach, dlatego rozdzieliliśmy je na osobne zamówienia. Szczegóły
Dodaje przy tym, że w związku z tym zamiast zero złotych, wysyłka wyjdzie złotych..piętnaście. bo akurat jedno zamówienie łapie się na 50% zniżki - a drugie jest pełnopłatne.
Halo, halo - drodzy Państwo z Merlina! Klienta nie obchodzi (bo i nie powinno) czy swoje magazyny macie w Mozambiku, czy też pięć metrów od siebie. Nie interesuje mnie, że w innym magazynie są zabawki, w innym elektronika, a w jeszcze innym książki. Proszę mi pokazać inny sklep (ok, w Polsce wszystko jest możliwe), który stosuje taki model dostawy.
Z drugiej strony - mogło być gorzej. Mam w koszyku 6 przedmiotów - każą mi płacić tylko dwa razy - a mogliby rozdzielić na cztery magazyny i kazać sobie dziękować, że nie na sześć. No cóż, gdyby nie absurdalne koszty wysyłki do Polski, pewnie nie byłoby kompletnie żadnych przesłanek korzystania z badziewnych polskich sklepów. Do tego zachodni wydawcy wydają w jednym tomie - a nie rozdzielają polskiego wydania na trzy. No i, last but not least, nie muszę się wkurzać na tłumacza.
wtorek, 25 listopada 2008
wtorek, 18 listopada 2008
Z cyklu "Tego nie wiedziałem rano"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)